autor: Krzysztof Pulkowski

aktor: Krzysztof Rogacewicz

scenariusz,reżyseria i scenografia: Krzysztof Pulkowski

multimedia i oprawa muzyczna: Marek Oleksy

projekt plakatu: Bogumiła Twardowska-Rogacewicz

Nagroda "SREBRNY KLUCZYK" dla Krzysztofa Rogacewicza za najlepszą kreację roku 2021!!!

Autorski dramat inspirowany dwiema książkami Joseph’a Hellera Paragraf 22 i Closing Time.

Wizyjna opowieść pełna przewrotnych akcji i napięcia dramaturgicznego. Zwraca się wprost do wrażliwości widza i wiedzie jego emocje na wyprawę… na groteskową wycieczkę szlakiem strachu o własne życie.

Wybacz drogi widzu… Nie odpoczniesz… nie zrelaksujesz się… Nie uciekniesz od myślenia… Nie zresetujesz mózgu… Nie będzie łatwo, prosto, miło i przyjemnie…

Będzie prawdziwie… Jak w Teatrze…

Spektakl mówi o tym, że każdy może swój strach pokonać… ŚMIECHEM…

Nie męstwo, lecz głupota

O spektaklu „Paradox” w reż. Krzysztofa Pulkowskiego pokazanym w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego, Stowarzyszenie Teatr MASKA, pisze Kamil Bujny

Paradoks? Jaki paradoks? Dużo ich wokół – czy to w życiu publicznym, czy prywatnym. Paradoksem, jak przekonuje widzów postać Krzysztofa Rogacewicza, jest na przykład to, że nie można mianować przewodniczącego sądu dopóki nie zatwierdzi go prezydent, a prezydent nie może tego zrobić aż do momentu, gdy sam nie zostanie zaprzysiężony przez przewodniczącego sądu. Obserwacja dociekliwego inteligenta czy majaczenie wariata? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi.

Wyreżyserowany przez Krzysztofa Pulkowskiego monodram może zaskoczyć. Na zwisających z sufitu białych planszach zostaje w pierwszej scenie wyświetlony materiał filmowy z politykami w roli głównej. Chwilę później przed publicznością pojawia się Rogacewicz ubrany w niekompletny, zniszczony kombinezon lotnika – ma na sobie podwinięte spodnie wojskowe, skórzaną czapkę z nausznikami, wysokie, kolorowe sportowe buty z cholewkami oraz lnianą koszulę, która przez długie pasy przy rękawach przypomina kaftan bezpieczeństwa. Jego strój dopełnia przewieszona przez szyję mała torebeczka z pacyfą. Opisuję z taką dokładnością wygląd postaci, bo skupia on jak w soczewce wszystkie jej cechy. Bohater monodramu jest z jednej strony wojskowym, kimś, kogo doświadczyła wojna, komu należy się niejako z urzędu szacunek, a z drugiej wariatem, osobą zupełnie niepoważną, mówiącą nielogicznie. Kogo więc oglądamy na scenie? Lotnika z traumą wojenną czy błazna? Nie wiadomo. „Paradox” został bowiem tak skonstruowany, że obie możliwości wydają się przez cały czas w równym stopniu prawdopodobne. Raz, słuchając bohatera, odnosi się wrażenie, że jego obserwacje na temat świata są niezwykle celne i błyskotliwe, a za chwilę wydaje się, że bredzi on zupełnie bez sensu. Powaga przeplata się w tym przedstawieniu z groteską, a mądrość z głupotą. Wszystko wzięte jest w cudzysłów, choć kontekst prezentacji jest jak najbardziej poważny – jest nim bowiem troska o ludzkie życie.

Monodram pozbawiony jest pretensji do tłumaczenia czy opowiadania czegokolwiek i w tym sensie nie proponuje widzowi żadnej fabuły. Został pomyślany zupełnie inaczej – jako przyczynek do negowania narzucanych nam perspektyw oraz podważania tego, co poważne. Składa się on z wielu pomniejszych okołofrontowych historii – krótkich opowieści, wspomnień, obrazów i gagów. Choć udział w wojnie utożsamiany jest z walecznością, odpowiedzialnością i męstwem, to w spektaklu ukazany jest zupełnie inaczej: jako przejaw głupoty i choroby psychicznej. Składa się na niego wiele paradoksów, w tym ten najważniejszy – tylko ci, którzy chcą się uchylić od działań bojowych, wykazują się rozsądkiem i odpowiedzialnością. Myśl ta została wyprowadzona z tzw. paradoksu 22, pojawiającego się w powieści Josepha Hellera. Opisany przez autora przepis pozwalał żołnierzowi zakończyć pełnienie służby w dowolnym momencie z powodu choroby psychicznej. Szkopuł w tym, że osoba, która w ten sposób dezerterowała w trosce o własne zdrowie, udowadniała, że nie ma żadnych zaburzeń i kieruje się logiką. To rzecz jasna uniemożliwiało uzyskanie upragnionego zwolnienia. Przywołując tę przewrotność i wywodząc z niej inne paradoksy, twórcy wprowadzają do monodramu głęboko pacyfistyczną, choć bynajmniej nieoczywistą, wymowę. Krytykują w ten sposób przemoc i działania militarne.

Wprawdzie spektakl bywa miejscami nużący (ze względu na niesłabnące napięcie i przebojowy tekst, który nie daje aktorowi, a przez to również widzowi, chwili wytchnienia), jednak Rogacewicz wypada w nim fantastycznie. Wciela się w naprawdę wiele groteskowych postaci (dziwnych poruczników i generałów), odgrywa niedorzeczne sceny z równie absurdalnymi dialogami (jeden z nich poświęcony jest znalezionemu na froncie świeżemu jajku maltańskiej kury), a mimo to niezmiennie zadziwia. To przedstawienie mogłoby po kilkudziesięciu minutach stać się nieznośne (tak wiele w nim obnażających absurd wojny kuriozalnych scen), jednak tak się nie dzieje – twórcy zachowali równowagę między nonsensem a prawdopodobieństwem i śmiesznością a powagą. Postać grana przez związanego z Dolnym Śląskiem aktora, mimo bardzo wyraźnych cech, intryguje nieoczywistością: przez całą prezentację nie wiemy, czy obserwujemy osobę niespełna rozumu, czy właśnie kogoś, kto wykazuje się zdrowym rozsądkiem. To bohater komiczny i tragiczny jednocześnie, przekonująco poprowadzony w każdym z wcieleń.

Teatr dla wszystkich – Kamil Bujny, 30.11.2021

Paradox. Monodram, który boli   (e-teatr.pl)

„Paradox” wg scen. i w reż. Krzysztofa Pulkowskiego z Teatru Maska w Jeleniej Górze. Pisze Beata Dżon-Ozimek.

Skórzana pilotka z czasów II wojny światowej. Kaftan bezpieczeństwa, a jakże, oryginalny, solidny wojskowy, z gęsto tkanego lnu, by delikwent zmordowany życiem i strachem mógł się bać, ile chce, bez uczynienia sobie krzywdy ku niechwale ojczyzny. Munduro-kaftan taki. Wojskowe buciory, nieźle wyszykowane. 

A w tym wszystkim Krzysztof Rogacewicz, aktor Teatru MASKA z Jeleniej Góry, w monodramie „Paradox”. Świat rodem z „Paragrafu 22” Josepha Hellera i jego innej powieści, „Closing time”, pokazuje bohaterowi, gdzie jego miejsce, pokazuje mu środkowy palec, ale prowadzi go też różnymi wyjściami awaryjnymi tam, gdzie przestaje się bać, gdzie może sobie skubnąć nieco przyjemności, seksu, pieniędzy i stać się nawet bohaterem. Już na przykuwającym oko plakacie rzeczywistość według Krzysztofa Pulkowskiego, reżysera i twórcy monodramu pokazuje nam „faka”, ów bezlitosny środkowy palec. Rogacewicz, raz bezbronny, raz bezczelny, innym razem przerażony, najarany ON, bohater pełen wizji i pogubiony w wirach i obrotach zdarzeń, nie daje nam odetchnąć, sobie także. ON wypełnia sobą przestrzeń goniąc i uciekając, bliżej i dalej, chowając się, pojawiając na nowo pomiędzy wiszącymi pasmami białych materii, mówi jakby strzelał; milknie, pada. O jakże białe tkaniny wzmacniają sceniczne moce tego monodramu: teatr czerpie z kina, z dokumentu, z rejestracji tyranii świata, wojen, wojaków, dyscypliny i rozpaczy ponad granicami, ponad systemami. Wodzowie, masy, gęby pokazują się obrazami i dźwiękami na tych wiszących, podzielonych ekranach. Przypominają, że to i tu, i teraz, bardzo blisko. Świat Hellera, władza, absurd, strach, uwikłanie to nie jest czyjaś wojna, czyjaś sprawa. To się dzieje. To nasze. Bliskie. 

I ostatnia scena. Nie opiszę, nie powiem. Zastygam w niej. 

„PARADOX” – nowy monodram Krzysztofa Rogacewicza

(…)

(ON) – Yosarian Rogacewicza-Pulkowskiego jest sam. Sam ze swoimi wspomnieniami, strachem, wątpliwościami. Jest sobą, swoim przyjacielem, towarzyszami, pułkownikiem, porucznikiem, generałem. Śmieje się, płacze, krzyczy, szepcze, jąka się. Skacze, klęka, pełza, biega. Pije, pali zioło. Jest sam z całym swoim strachem – wtedy i teraz. Bywa poważny, zrozpaczony, zdystansowany. Pokazuje zaskakującą skalę emocji swoich i postaci, które przed nami odgrywa. Jego kostium, odwołujący się do wojennego munduru, to pamiętające lepsze czasy, spodnie moro, kaftan z przedłużonymi rękawami – może to kaftan bezpieczeństwa(…), czapka pilotka(…), manierka i bajecznie kolorowe buciory, których nie powstydziłyby się dzieci-kwiaty przełomu lat 60. i 70. Odniesień do tego okresu znajdujemy w spektaklu znacznie więcej – w obrazach filmowych i muzyce. Krzysztof Rogacewicz pokazuje całą skalę emocji, nastrojów, rozterek i wahań. Jest wewnątrz i na zewnątrz – nie tylko emocjonalnie, ale i w przestrzeni sceny, na której jedynym elementem scenograficznym są zwieszające się białe bryty materiału. One dzielą przestrzeń na tę część w głębi, która przenosi bohatera (ON) w przeszłość, i tę bliżej nas – do dzisiaj. Bywają też ekranem, na którym wyświetlane są ruchome obrazy pokazujące tło jego/naszego życia.

Rogacewicz specjalizuje się w najtrudniejszej formie teatru – monodramie. Po raz kolejny udowadnia, że robi to doskonale – potrafi skupić na sobie uwagę widowni. Śmieszy, wzrusza, drażni, każe słuchać i reagować. W tak trudnym tekście ani na moment nie traci panowania nad nim, nad sobą i nad widownią. Wielkie gratulacje! To rzadkie osiagnięcie.

Urszula Liksztet, Nowiny Jeleniogórskie, nr 26, 29 czerwca 2021

Producenci i organizatorzy:
Stowarzyszenie Teatr MASKA

Partnerzy:

Spektakl współfinansowany z Budżetu Województwa Dolnośląskiego